4 lis 2013

Kołdra jako metafora

Nie mogę spać o 4 rano, czyli klasyka gatunku "pracuję w gastro w systemie 24h na dobę". Najgorsze są poranne zmiany, zwłaszcza te weekendowe, które zaczynasz optymistycznie biegając z miotłą po lokalu zawalonym resztkami masła, serwetkami, kawałkami nadgryzionych ziemniaków z gzika, pojedynczymi kolczykami i żółtymi monetami. Nadzieja ma swoje źródło w wyobrażeniu, że znajdziesz na ziemi jakieś pieniądze, zazwyczaj jednak jest to maksymalnie 5 złotych i kiedy myjesz pozamiataną już podłogę powoli cię opuszcza zastępowana przez myśl o tym, co sobie zjesz i jaką dobrą kawę sobie wypijesz jak już wszystko posprzątasz. Nie możesz jednak za dużo myśleć o jedzeniu, ponieważ zazwyczaj czeka cię jeszcze sprzątanie kibla, czemu towarzyszą atrakcje typu zaschnięty rzyg, kupa którą ktoś nie trafił do muszli, chara tudzież sperma spływająca smętnie po ścianach jak refleksja o niepoczętym życiu (na szczęście dla tego życia) lub o rzucaniu palenia. Te chwile są jednak najlepszymi chwilami twojej porannej weekendowej zmiany, ponieważ przy takim sprzątaniu towarzyszy ci poczucie sensu, które znika ok 13, kiedy zaczynasz wykonywać absolutnie bezsensowne czynności takie jak polerowanie łyżeczek, wycieranie kurzu, który osiądzie na szklanych półkach z powrotem za dokładnie 10 minut, a to wszystko poprzetykane dyskretną próbą poczytania gazety tak, żeby szef nie widział. Reszta czasu mija ci w klimacie absolutnego zatwardzenia czasoprzestrzeni. Piszę o tym, ponieważ miałam dwie poranne zmiany z rzędu i wbrew pozorom rozregulowały mi one sen na najbliższe dwa dni, ponieważ nic tak nie męczy jak nuda i pierwszą rzeczą, jaką robisz po powrocie do domu jest pościelenie sobie łóżka i ułożenie w nim swojej wypompowanej z jakiejkolwiek energii osoby na regenerujący sen, po czym budzisz się po pięciu godzinach o północy i nic już nie ma sensu. Śniło mi się, że w opakowaniu owocowych gum do żucia można było znaleźć grę w czas i jeżeli pechowo wyrzuciłaś kostką to przychodziły po ciebie japońskie demony, żeby odprowadzić cię łagodnie z tego świata, serwując ci przed odejściem truskawkowe shoty. Była to guma do żucia dla ludzi, którzy lubili żonglować swoim życiem i wbrew pozorom kupowało je wielu, bo śmierć była losowa i łagodna. Zostawiali po sobie beczące dzieci i zdruzgotanych partnerów oraz drogie garnitury, bo zazwyczaj byli to mężczyźni. Nie pamiętam kto ostatnio podsumował kondycję mentalną pracowników korpo, ale brzmiało to jakoś tak: widać, że dopiero dwie godziny temu zdjął z siebie garnitur, a teraz biega po mieście i ryczy jak dzik. To jest dokładnie tak. Najgorsi są kolesie w koszulach pijący mocny alkohol. Upijają się na szybko i agresywnie, gadając o cipkach, cyckach i nienawiści rasowej. Poruszają się jak bezwładne góry mięsa i zazwyczaj nie udaje im się wyrwać blondyny na obcasach, więc żeby wieczór miał sens próbują się przynajmniej z kimś pobić albo chociaż pokłócić z taksówkarzem. Na nockach w weekendy muszę ich mijać przynajmniej kilka razy idąc ze śmieciami i zawsze oberwę jakąś gestykulującą łapą. Najgorszą sytuację miałam wynosząc kiedyś kartony, niosłam trzy włożone jeden w drugi i jakiś koleś uderzył w nie od dołu tak, że wszystkie ułożyły się jak klocki na mojej głowie, a ja tylko słyszałam "No kurwa mać!", które wyszło z moich ust jako naturalna reakcja na tego typu upokorzenie i zagłuszone zatrzymało się w kartonach, które miałam na głowie. Przez chwilę byłam superbohaterką gastronomii, z trzema kartonami na łbie, dumnym przesłaniem w ustach, workiem śmieci w lewej ręce i waleczną pięścią zaciśniętą na prawej.

Siedziałam ostatnio z Jagosz celebrując napisanie przez nią pracy magisterskiej i zaczęłyśmy się licytować w kwestii nieposiadania przez nas podstawowych artefaktów życia codziennego. Anka mówiła - Zobacz, ty przynajmniej masz kołdrę. Ale nie była to moja kołdra, tylko kołdra Gośki, którą przechwyciłam gdy wylatywała do Anglii razem z serią małych, rozkosznych poduszek. Pamiętacie czasy magla i uczucie, kiedy kładłeś się w świeżej pościeli? Teraz fakt posiadania łóżka jest wart odnotowania i sprawia, że twoja wartość na rynku matrymonialnym rośnie o 300 procent. Ja na przykład nie mam łóżka. Zanim złamałam nogę spałam na chwiejnym barłogu złożonym ze starej kołdry, kilku koców i śliskiego śpiwora, przez który cała konstrukcja nieustannie się rozwalała i strasznie mnie napierdalały łokcie, kiedy próbowałam leżeć i czytać. Kiedy natomiast złamałam nogę gips nie miał skąd zwisać i wtedy na pomoc przybyły mi siostry L., które z Reja przytaszczyły dla mnie stary materac i zupę pomidorową ze szczypiorkiem i ryżem. Był to piękny gest miłości do bliźniego, którego nie zapomnę. Anka mówi, że nie ma kołdry, ma natomiast stary śpiwór, który obleka w jeden z dwóch możliwych kompletów pościeli, z czego jeden rodzice kupili jej, gdy jechałyśmy na Erasmusa, a drugi to pościel skradziona ze szpitala. Z łóżkiem też jest tak sobie, razem z Adamem śpią na rozwalającym się tapczanie z wygniecioną w środku dziurą na oszczędności, których nie mają. Za poduszkę służą im dwa jaśki wepchnięte do dużej poszewki. Ale podobno naszemu koledze Jaszczurowi poszczęściło się bardziej, a poszczęściło mu się, uwaga - w Tesco. Jakiś nieogarnięty pracownik tego marketu nakleił niewłaściwą cenę na komplet poduszka plus kołdra, a cena ta wynosiła 19,90zł. Jaszczur niewiele myśląc udał się z tym do kasy, gdzie kasjerka patrząc na niego podejrzliwie przejechała kodem po czytniku czterdzieści razy, aż w końcu z niedowierzaniem sprzedała mu towar, z którym Jaszczur pobiegł radośnie do domu ciesząc się jak dziecko. Nie zmienia to jednak faktu, że i tak ma w łóżku piaskownicę i kiepownicę w jednym, oraz że niewykluczone, że pałęta się tam żywy prowiant dla jego jaszczurek.

Ciężkie czasy, panie.

2 komentarze:

Anonimowy pisze...

a może by tak pomyśleć o zmianie pracy?

Linda Cieniawska pisze...

gastro job love.