22 sty 2009

Rewolucja seksualna w krzywym zwierciadle, czyli dlaczego warto być w mniejszości

Zaczęłabym od tego, że znalazłam rzęsę między jedynkami. Mój fryzjer Henry mówi, że w Japonii fryzjerzy strzyga w styropianowych maskach na ustach nie tylko dlatego, że ogólnie są nacją, która darzy maski wielką sympatią. Po prostu włosy Azjatów są bardzo twarde i ostre, a wpadając do ust ranią delikatny azjatycki przelyk. Tyle w kwesti anty-akademickiego wstępu.
Dzisiaj obudziłam się w swoim pokoju z ciążącą na mnie odpowiedzialnością co zrobić z jednym z trzech wolnych dni w tygodniu. Ponieważ w pokoju nadal mam jakieś 17 stopni (po tym, jak wczoraj zostawiłam otwarte okno na 14 godzin i kaloryfery przez całą noc nie grzały, czyli ogólnie nowelka pozytywistyczna o spaniu w dwóch bluzach) wywloklam się z łóżka dość późno. Towarzyszył mi jednak pewien niepokój, z ktorym poradziłam sobie zaciągając mały dług w świecie intelektualnych fantazji. Postanowilam napisac cos mądrego. Temat siedzi mi w głowie od dawna. Któregoś razu bowiem siedziałyśmy sobie z Anką nad rzeką, jeszcze wtedy, kiedy dało się wypić na dworze piwo, i Anka nagle zaczęła mówić, jak bardzo wkurwiaja ją mniejszości seksualne. W tym jakże powierzchownym stwierdzeniu tkwi jednak pewna podpucha. Powiedzieć na głos "wkurwiają mnie geje i lesbijki" to prawdopodobnie jedna z najbardziej niepoprawnych rzeczy, jakie można wyartykułować w cudownej, wolnej, miodem i mlekiem płynacej dobie globalnego liberalizmu. Pozornego liberalizmu, drodzy państwo. Problem, który Anka wyłuszczyła, nie dotyczył jednak sfery obyczajowej tudzież wstretu do seksualnych praktyk, dotyczył natomiast sfery politycznej. Obsesja poprawności zasłania nam oczy, i nie łudźcie się, że was to nie dotyczy. Prawda jest taka, że pomimo ciągłej nagonki na homofobów, nieustannego szczucia nieoświeconych polityków, którzy zakazują parady równości, homoseksualisci poprzez swoj status ofiar to prawdopodobnie najbardziej mocarna mniejszość od czasów ruchu antyrasistowskiego. Uprzywilejowanie polityczne objawia się przede wszystkim tym, że głos mniejszości seksualnych, jakkolwiek nie byłby pełen oburzenia, agresji czy często niesłusznych pretensji, jest najbardziej słyszany i świetnie nagłośniony. Nie zrozumcie mnie źle, sama do tej mniejszości należę i uważam, że dla nas sytuacja na ulicach, gdzie można oberwać tylko dlatego, że idzie się za rękę ze swoją dziewczyną bądź chłopakiem, jest fatalna. Polska to ogólnie kraj pełen agresywnych sfrustrowanych ludzi, którzy wypełzają po zmroku, żeby siać zamęt, bo rozbijając pustą butelkę o chodnik czuja się lepiej. Chodzi o to, że nikt nie poświęca tyle uwagi, nienawiści lub sympatii, żulowi, który tłucze się srodkiem drogi ciagnąc za sobą stary piecyk na złom. Żul nie ma takich praw politycznych i w ogóle w dyskusji politycznej nie uczestniczy. Albo jest pocieszny albo śmierdzi. Tak samo biedota, gdzie ojciec rodziny przepija zasiłek, a dzieciaki chodzą głodne i w wieku 11 lat zaczynają żulic fajki pod Biedronką. Nasze czasy są krzywym zwierciadłem odbijającym piłeczke rzuconą przez rewolucję seksualną w latach 60. i 70. Seks jest najpotężniejszym narzędziem politycznym paradoksalnie dlatego, że nadal jest pewną forma społecznego tabu - jawnym tabu. Wpadł mi ostatnio w ręce numer "Cosmopolitan", a tam artykuły: "Mapa jego rozkoszy", "Dlaczego patrzy na twoją twarz, gdy masz orgazm?", "Jak podsycić ogień w długotrwałym związku?" itd itp. Seks w mediach wyglada jak dyscyplina sportu, odbijając trochę cynizm nowożytności. Przy okazji, że czytanie o nim jest dla wielu częstsze i przyjemniejsze niż uprawianie go, edukacja seksualna odbywa się nie w szkołach, ale własnie poprzez magazyny typu Cosmo, CKM, przez filmy porno i psychoporady Andżeli. Gdyby uwierzyć tym źródłom informacji seksu w zasadzie się już nie uprawia, seks się ćwiczy. Znamienne jest jednak, że wzbudza on tyle zainteresowania. Leży to oczywiście w interesie osób homoseksualnych, ale jako samo zjawisko jest dość niepokojące. Seks jako główny argument polityczny? Prawo do wolności? Sypiam z kim chcę i nie powinno was to interesować, ale i tak wam powiem? Wcale nie uwolniliśmy się od uprzedzeń, zahamowań, niespełnienia i frustracji. To własnie one czynią z seksu jawne tabu, karykaturę uniwersalnych ludzkich emocji. Paradoksalnie wygodnie jest być w mniejszości. Przeczytałam ostatnio na witrynie popularnego sklepu odzieżowego hasło reklamowe o treści: "Cause you're boring honey if you're straight". Uważam, że to pocieszne. Środowiska gejowskie stały się grupą, do której modnie jest aspirować. Fajnie mieć pociesznego kolegę geja, fajnie jest potańczyć ze znajomymi w klubie gejowskim i poocierać się osoby tej samej płci fantazjując, że im się podobasz. Bo przecież jako niedostępny heteryk musisz się im podobać. Fajnie jest pokazać, jak bardzo tolerancyjna się jest osobą, "jak bardzo sie jest trochę bi", i zagarnąć ten ekscentryczny, przedziwny, kolorowy swiat dla siebie. Wszystko to jest tak naprawdę efektem gejowskiej koniunktury wynikającej z popularności alternatywnych stylów życia i chęci wypięcia się na nudną obyczajową konserwę. I coś, co zrozumiałam dopiero niedawno - wszystkie twoje postawy pro- i anty- wynikają z politycznej debaty; kwestie, w stosunku do których musisz przyjąć jakieś stanowisko, są ci narzucone odgórnie, a każda twoja postawa mieści się w ramach systemu, nieważne jak bardzo chcesz naprawiać swiat. Czy jesteś za czy przeciw - nieistotne, ważne że uczestniczysz w publicznej debacie. Jeśli debata ta dotyczy homoseksualizmu wiem, że prędzej czy później bedziemy mieli w tym kraju dobrze. A żul nadal bedzie musiał się wysypiac w autobusach nocnych i będzie politycznie przezroczysty jak pusta szklanka. I tak naprawdę to on jest na prawdziwym społecznym marginesie. My stoimy w samym epicentrum.

6 komentarzy:

Siegfried pisze...

Pozwolilem sobie zajrzec ;)
poprawnosc polityczna to bardzo niebezpieczna sprawa - zamiast rozwiazywac problemy ukrywa je. ludzie czesto nie widza roznicy miedzy "jestesmy sobie rowni" a "jestesmy tacy sami". Otoz nie, nie jestesmy tacy sami. Jedni sa biali, inni czarni, jeszcze inni zolci, niektorzy twierdza ze sa tez zieloni. podobnie z upodobaniami seksualnymi. Wynikaja z tego roznice kulturowe, swiatopogladowe i tak dalej. A to prowadzi do zgrzytow, i to czasami calkiem powaznych.

Pozwolisz ze troche o sobie napisze, zebys wiedziala z kim masz do czynienia: heteryk, ok 30tki, przeciwnik poprawnosci politycznej, aborcji raczej przeciwny, kosciol mnie drazni, feminizm tez ;) Ze srodowiskiem homo mialem troche do czynienia - kilkoro moich znajomych jest gejami. fantazje na temat seksu z lesbijkami mialem, jednakze sie wyleczylem po blizszym poznaniu lesbijskiej pary - obecnie sklanialbym sie do stwierdzenia ze byloby to bardzo nieprzyjemne doswiadczenie ;)

Wracajac do tematu - mnie tez wkurwiaja geje i lesbijki. Ale tylko taki szczegolny rodzaj - ja nazwalbym go pseudo-gejostwem. Co ciekawe moj kumpel gej ich nienawidzi - nazywa po prostu ciotami (swoja droga gdybym ja to powiedzial, to byloby bardzo zle, ale nie mozna sie przyczepic gdy mowi to on). To ludzie afiszujacy sie ze swoimi preferencjami seksualnymi, z przesadzonymi, wrecz artystycznymi gestami, probujacy narzucic innym tolerancje metoda silowa.
ja przepraszam, ale tak sie nie da. gdzie jest akcja, bedzie tez reakcja. A ze hetero jest 5x wiecej to niestety wygrac nie sposob.

Dla mnie to wlasnie ten moj kolega robi swietna robote na rzecz tolerancji dla homoseksualizmu - jest po prostu normalny. wiekszosc osob nie ma pojecia ze jest gejem, gdy po jakims czasie sie o tym dowiaduja to jest to pewien szok. "Ty jestes gejem? Przeciez nie zachowujesz sie jak gej".

Wiec warto sie zastanowic jak stereotypowy gej sie zachowuje i co ten wzorzec utrwala w ludzkiej swiadomosci.

maggot pisze...

co do zielonych to dowcip ci się udał.
miło dostać konstruktywną opinią między oczy. też jestem przeciwko toleracji na siłę, bo często to ona rodzi nietolerancję. każdemu trzeba dać trochę czasu, żeby się oswoił z tym, co dla niego obce.

Daniel Chmielewski pisze...
Ten komentarz został usunięty przez autora.
Daniel Chmielewski pisze...

Ech, mam gorączkę i byki sadzę w tekstach. Jeszcze raz, bez błędów:

To ja dorzucę swoje trzy grosze z traktatu, który kończę. Ale przedtem muszę pochwalić Cię za piękny tekst, Agato.

I motyw z żulem - widziałem na Akademii plakat o tej samej wymowie - tak w tekście jak i w formie plakatowej bardzo bystra obserwacja.

Zgadzam się z postawą znajomego Siegfrieda, odnosi to najlepsze skutki. Nisze, które łączy wyłącznie coś takiego, jak upodobanie seksualne, są strasznie kruche i zbyt peryferyjne, by mogły mieć większy oddźwięk. No chyba, że właśnie przez modę massmedialną. Ale to wtedy nie wpływają tyle same środowiska gejowskie, co różne inne (chociażby korporacje chcące zbić na właściwej koniunkturze kasę).

No, to teraz fragment mojego traktatu o systemie niszowym:

Homoseksualizm i biseksualizm nie są dewiacjami. Natura zadbała o strefy erogenne w celu zwiększenia prawdopodobieństwa reprodukcji osobników. Wiele mężczyzn wkłada swoje prącie w różne miejsca poza pochwą w celu stymulacji i wiele kobiet stymuluje swoją łechtaczkę i waginę nie tylko penisami. Jednakże styczność z drugim żywym, osobnikiem tego samego gatunku, czyli z innym człowiekiem, daje nam o wiele większe prawdopodobieństwo, że i inne strefy erogenne będą dotykane (głaskanie po piersiach, całowanie pleców, etc). Domyślam się, że człowiek bardzo szybko zdał sobie sprawę, że stosunek płciowy osobników różnych płci ma jakiś związek z rozmnażaniem się gatunku. Zaczęły tedy powstawać wszelkiego rodzaju kulturalne bodźce mające uchronić nasz gatunek przed wymarciem. Matematyka uczyniła resztę. Im więcej nas, tym większe prawdopodobieństwo, że niektóre prącia ejakulują w niektórych waginach. Wszystko dotyczące orientacji seksualnej, z czym stykamy się dziś w mediach jest zbiorem teoretycznych konstrukcji jak „sztuka”, czy „cywilizacja”.

maggot pisze...

jeju, Danielu, z twojego traktatu przemawia socjobiolog!
jesli chodzi o środowiska gejowskie czy lesbijskie to są "środowiska" i środowiska, jak wszędzie. moim zdaniem gettoizacji nie zawsze da się uniknąć, ale w polsce przede wszyskim nie ma warunków, żeby tworzyć prawdziwe dzielnice gejowskie działające pełną parą. Osobiście np canal street w manchesterze mnie zachwycił, w glasgow było już gorzej. Problem z branżą jest taki, że jej ideę kreują raczej media, ja natomiast nie jestem pewna, czy tzw. branża w ogóle istnieje. są grupy, w ktorych procent osob homoseksualnych jest duży i w obrębie których każdy spał z każdym, ale są też środowiska działające w kołach naukowych, przypadkowe zbieraniny w klubach gejowskich itd. Wszyscy czasami na siebie wpadają w przeróżnych okolicznościach i tyle. Nie da się spośród homoseksualistów wyodrębnić jakiejś jednolitej grupy. Obtacza się nas w mit społecznościowy jak w panierkę, podczas gdy większość osób homoseksualnych, które znam, żyją zupełnie normalnie w obrębie swoich własnych grup mając za sobą klasyczny coming out. How simple is that?

Daniel Chmielewski pisze...

Zgadzam się w pełni. Dlatego użyłem słowa "nisze" (które stanie się zrozumiałe, jak dokończę traktat), ale które przecież sama w swojej wypowiedzi teraz potwierdzasz. Dlatego musimy obalić istniejący porządek społeczny. Jak mnie w tym pornosie zatrudnisz, to Cię zaprzęgnę do generalicji.