21 maj 2013

Poczta Polska

Zastanawialiście się kiedyś, skąd się bierze polska frustracja? Czy to efekt korków na ulicach, przeludnienia miast, niekończących się problemów finansowych, chorób wieńcowych i rozmyślania o cenach sera i benzyny? Wczoraj przekonałam się, że polska frustracja ma swoje źródło na poczcie. Poczta Polska to mała sadzawka pełna gęstej polskiej frustracji, z której tryskają kaskady tejże zalewając polskie ulice nawet w ładną pogodę. To stamtąd wychodzą wszystkie starsze panie, które zaczynają dzień od nałożenia różu na policzki i pończoch na żylaste nogi, po czym zachodzą na pocztę, gdzie atakuje ich wirus polskości uzbrojony w trzy super ostre zęby: złośliwości, roszczeniowości i niezadowolenia z życia. Polska Poczta zaprasza cię do siebie odświeżonym wnętrzem, odgłosami tętniącego w niej życia, przybijania pieczątek, rozrywania kopert, ślinienia znaczków, ale wystarczy, że wejdziesz tam na chwilę, żeby zrozumieć, że tym razem znowu będzie tak jak za każdym razem. Będziesz stać w kolejce, która na twoich oczach będzie rosła coraz bardziej, a ciężar spojrzeń stojących za tobą petentów poczujesz aż w genitaliach i to nie w miły sposób. Będziesz sapać jak wszyscy dookoła oznajmiając tym samym swoje zniecierpliwienie, przestępując z nogi na nogę, sprawdzając co chwilę czas i ostentacyjnie wymachując swoim avizo, bo przecież ileż można czekać na odebranie małej przesyłeczki? ILEŻ MOŻNA?! Na poczcie okazuje się również, że masz wielu wrogów, o których istnieniu nie zdawałaś sobie wcześniej sprawy. Wczoraj zajechałam do filii na Sienkiewicza, żeby odebrać kupione na necie klisze. Po całym dniu pracy liczyłam na to, że załatwię to ekspresowo, a potem wrócę do domu, zaparzę herbatę i usnę w łóżku w ciuchach. Przed pocztą przypięłam rower, minęłam małą dziewczynkę bawiącą się w budce telefonicznej i weszłam do środka. A tam niezdrowe poruszenie. Każdy zachowuje się, jakby obsiadło go stado komarów, a za drzwiami czyhała czarna pantera. Drapią się, wzdrygają, oglądają za siebie mierząc od stóp do głów każdą nową osobę, która wchodzi, pełna wigoru i radości z życia. Jeszcze. Ponieważ na poczcie do sufitu przylepiona jest wielka, oślizgła, niewidzialna ośmiornica, która oplata wokół ciebie swoje niewidzialne macki, wysysając każdą odrobinę życiodajnej energii. Ta ośmiornica to demon, którego musimy karmić, żeby moce wszechświata nie odebrały Polsce niepodległości. Ośmiornice te żyją również  w niektórych urzędach, chociaż te z poczty są najbardziej spasione i tylko na ostatni miesiąc przed terminem rozliczeń podatkowych przenoszą się do skarbówki. Wtedy obżerają się tak, że niektóre zdychają. Ich ulubionym miejscem żeru pozostaje jednak nadal Poczta Polska. Także stoję w kolejce, czuję jak opada mnie zmęczenie nie tylko całego dnia, ale z dwóch pokoleń, jest to zmęczenie, które osadza się w moich stopach, i powoduje irytujące mrowienie. Próbuję utrzymać pogodę ducha lub myśleć o seksie, jedna z pań z okienka może i ma te swoje 40 lat, ale kiedyś musiała być piękną kobietą, zresztą ciągle ma atrakcyjne, zadbane ciało, zawsze próbuję ją sobie wyobrazić nago. Reprezentuje ten styp seksapilu, który nie mija z wiekiem, nabiera tylko smaczku i doprowadza 16-latków do nocnych polucji. Moją uwagę od seksownej pani z okienka odwraca jednak awantura przy innym okienku. - Od 18 tu czekam Pani, dwa razy, Pani, w tej kolejce się wystałam, co to ma znaczyć, że nie ma! - kobieta w rudych włosach podnosi głos, macha głową na wszystkie kierunki szukając aprobaty i wsparcia. Ludzie mamroczą coś pod nosem, ale jednak każdy pilnuje, żeby mu nie puściły nerwy na poczcie, bo to największy wstyd. Oburzona ruda kobieta oznajmia wszem i wobec, że następnym razem wchodzi do okienka bez kolejki. I wtedy z lewej atakuje ktoś, kto próbuje ominąć kolejkę - Czy ja mogłabym tylko kupić kopertę? Drodzy państwo, wyliczone mam, to zajmie tylko chwilę? - Krępująca cisza, w końcu jednak ktoś mamrocze - Jak pani musi niech pani kupi - Ktoś inny krzywi się, jakby zjadł cytrynę, gdyby dezaprobata miała ciało i zęby, to właśnie żułaby tę panią od koperty w swojej paszczy, nie wypluwając nawet guzików. Kolejna awantura przy innym okienku trwa. Jakaś pani zasypuje okienko swoimi rachunkami głośno komentując ceny gazu. Obok kobieta, która wysyła 16 kopert do Ameryki, tylko patrzy z niesmakiem. I wtenczas wparowuje na pocztę trzech żuli. Jeden ma taką pizdę na czole, że jakby pożebrał z tym trochę pod ZOO to byłby bogaty. Wygląda jakby walczył wczoraj o swoje piwo. Polskie rycerstwo kurwa, polska szlachta. I oto żule bez pardonu idą wzdłuż ciągnącej się na 20 metrów kolejki, kierując się do ostatniego okienka i zajmując sobie własną kolejkę za panią od rachunków za gaz. W kolejce panuje poruszenie, długo nikt nie reaguje, aż w końcu ster przejmuje siwy pan i mówi do żuli: - Panowie, tutaj obowiązuje kolejka. Wszyscy stoimy - Na co żul - Panieee, ja tu tylko małą rzecz spytać muszę, krótko mi to zajmie - Wszyscy musimy małą rzecz, ale wszyscy czekamy w kolejce - O co panu chodzi, panieee, ja tu kurwa szybko załatwię, idę panie tylko spytam - I żul wbija się obok pani od rachunków za gaz (która ciągle je płaci, bo przecież to bardzo skomplikowana płatność jest) wciska głowę do okienka, odciska ślad z pizdy na swoim czole i drze się do kobiety: - Kartę u was kupiłem za 10 złoty i nie działa, tam jakieś impulsy miały być, nie ma żadnych impulsów albo zepsutą mi sprzedaliście, jak ja mam z tej karty dzwonić, do żony muszę, dzisiaj muszę - Cała kolejka mamrocze, niewidzialna ośmiornica z sufitu jest tak obżarta, że już rzyga niewidzialnym rzygiem na nas wszystkich, a ja mam kryzys, bo tak mnie bolą stopy, że myślę, czy by nie usiąść se na posadzce. Na szczęście wypada moja kolej, odbieram swoje klisze i wychodzę. Żul dalej walczy o prawo do niestania w kolejce, tak się drze już na wszystkich, jakby mu zabierali wino, koledzy mu kibicują, ale w ogóle nie da się ich zrozumieć. Wychodzę. Wsiadam na rower. Spierdalam.

Brak komentarzy: